Zimowe przemyślenia
Koniec starego roku i początek nowego obfitowały w święta i wydarzenia.
Napierw Boże Narodzenie w domu z najmłodszym synem, potem tygodniowy pobyt w Karpaczu i bal sylwestrowy, jak co roku. W ostatnią sobotę obchodziliśmy z mężem dwunastą rocznicę naszego ślubu i piętnastą naszego związku. Uwieńczeniem naszego świętowania była uroczysta kolacja w greckiej restauracji, w tej samej, w której mieliśmy nasze skromne przyjęcie ślubne.
W życiu nie ma nic za darmo, a za przyjemności kulinarne, które zazwyczaj odkładają się na boczkach, trzeba będzie słono zapłacić. Wiek nie jest w tym wszystkim naszym sprzymierzeńcem, wprost przeciwnie. Wczoraj jednak powiedzieliśmy sobie dość i zaczęliśmy walkę z nadprogramowymi kilogramami. W naszym wieku to wielkie wyzwanie, bo oboje lubimy dobre jedzonko. Misiu dobrze gotuje i dogadza nam smakołykami. Ale jeżeli razem będziemy sie trzymać planu, to będzie nam łatwiej.
Ważymy pokarmy, obliczamy kalorie i stopniowo zwiększamy aktywność fizyczną. Przez ostatnie miesiące zaniedbaliśmy systematyczne ćwiczenia na siłowni, zawsze znalazła się jakaś wymówka. Wiadomo, ciężko się ćwiczy z nadwagą, a to bolą kolana, a to biodro, a jeszcze kiedy indziej głowa. Tak sobie usprawiedliwialiśmy lenistwo siedząc przed telewizorem i oglądając ulubione programy, podjadając przy tym chipsiki i orzeszki, oraz popijając winkiem lub drinkami.
Najwyższy czas przerwać to błędne koło. Zaczęliśmy od zumby i spacerów.

