Sen
Dzisiaj nad ranem miałam bardzo dziwny sen. Śniło mi się, że odwiedziła nas moja kuzynka ze swoim synem. Denerwowałam się się przed jej przyjściem. Miałam okropny nieład w mieszkaniu. Szybko powrzucałam wszystkie niepotrzebne rzeczy do szafek i szuflad, i uświadomiłam sobie, że nie mam za wiele do jedzenia, a następnego dnia jest święto. Weszłam do windy i zjechałam na dół. Drzwi do sklepu były zamknięte. Poprosiłam jakiegoś bezdomnego, aby wszedł do sklepu i kupił mi przynajmniej chleb. Odmówił i powiedział, żebym to sama zrobiła. Nacisnęłam klamkę i okazało się, że drzwi nie były zamknięte. Wewnątrz przy jakichś komputerach siedziały kobiety.
– Proszę mi sprzedać chociaż chleb – poprosiłam. Powiedziały, że to już niemożliwe, bo jest za późno i one kończą remanent.
Wróciłam zawiedziona. Podeszłam do łóżeczka, w którym siedział pluszowy miś. W mojej świadomości nie był to jednak żaden miś, a mój średni syn. Kuzynka patrzyła na mnie, jakbym postradała zmysły. Mówiłam do syna – misia, przytulając go. A ona uparcie twierdziła, że to nie jest dziecko, tylko zwykły pluszak i że ja mam tylko jednego syna.
– Przecież ja mam trzech synów – krzyczałam oburzona. I to niemożliwe, że mam tylko jednego.
Ale swoim uporem zasiała we mnie wątpliwości. Zaczęłam myśleć, że może rzeczywiście postradałam zmysły. Ale przecież z każdym byłam w dziewięciomiesięcznej ciąży…
– A co, jeśli urodziłam te dzieci i one nie żyją? Ale wtedy byłyby przecież jakieś mogiły… A może to były ciąże urojone? – w mojej głowie pisałam najprzeróżniejsze scenariusze.
Nie! To niemożliwe! Przecież to nienormalne! Przecież nie jestem nienormalna i urodziłam trzech synów! Przecież nie mogłam oszukiwać siebie i innych przez tyle lat…
Moim udrękom nie było końca, aż obudził mnie mąż…

